Relacje, Podróże, Świat…
Joanno? Człowiek Twych obrazów jest obcy Światu, nie znajduje nim utulenia, raczej tonie… Czyż nie woła? Woła poza Świat. Jego wołanie rozsadza ramy. Przestrzeń zbyt ciasna dla człowieka. Wołanie w górę? Ale to poza, to Wyższe pozostaje tylko kierunkiem, stamtąd żadnej odpowiedzi. Ono nie wkracza w nasz Świat. W obrazie żadnego śladu, żadnej sugestii jakiegoś istnienia owego Poza. Tylko ludzka tęsknota za Nim… Za czym? Zaświatem?, Bogiem?, Czymś zupełnie innym? Twe malarstwo nie popada w żaden sentymentalizm. Nie jest samopociechą. Żadnych przetarć, mgieł, rozmazań, w których mogłoby być domniemywanie Owo Zupełnie Inne. Ostra krawędź, twarda powierzchnia. Ostrość, twardość w pełnym, jasnym świetle. Żadnego mroku, w którym mógłby się skrywać chociażby bezsens jakiś (o sensie nie wspominając). Joanno, Twe obrazy są wolne od mroków. Mrok, zaprawdę to nadzieja ostatnia pragnących (bez-) sensu. Malarskość mroków, mgieł, prześwieceń tylko snuje marzenia. Joanno, twe obrazy bliższe są „rzeźbiarskości”, prawdy dotyku, upadku. Malarskość to iluzja wzlotu, złudzenie lotu, pozór uniesień! Rzeźba twoich obrazów? Ich prawda? Mam na myśli chociażby to: rzeźbiarsko ukształtowana twarz wyłania się z materii, w którą się rozsypuje. Ale to mięso ciała staje się ornamentem? Dlaczego? Mam! Wreszcie zrozumiałem swe odczucie, które towarzysz mym wejrzeniom w Twoje obrazy, Joanno! Bezdech! Tragiczność głosu, tragizm wołania głów (Twych obrazów) polega na tym, że brakło powietrza. Nie „im” – lecz w ogóle! Powietrze uszło z całego Świata! Stąd głos niemy, fala co nie rozchodzi, przestrzeń bez przestworu. Uszło powietrze, ani metra. Nie znajdzie tu – dlaczego! – żadnej pożywki pragnienie uniesień. Nie rozwinie skrzydeł mit wzlotu, nie urosną skrzydła żadnej nadziei. Każdej tu duszno. Ostra krawędź, twarda powierzchnia twarda jak upadek. Żadnego znaku, tylko ornament. O sztuko Absurdu Granic! Czy to wszystko wydaje mi się tylko? I jeszcze, Joanno, o czym myślisz, co widzisz mówiąc Natura? Natura to nie widok. Być może piękne bywają widoki. Rzeczy mają widoki piękne – ale ich byt, ich natura to co innego. Joanno, Ty jednak pragniesz przejrzeć na wskroś samą naturę Natury. Czyż nie? Najpewniej trzeba na to daru przewidzenia. Tego nie da się widzieć, to trzeba prze-widzieć, jasno-widzieć. Bez koloryzacji, bez rozmycia przetarć, bez otuliny mgieł. Ostro. Ostro. Do rany. Do cierpienia. Widzenie przesłania, koloryzuje, kala. Przewidzieć Naturę jaka jest, jaka jest naprawdę, to znaczy gdy nikt na nią nie patrzy, nie widzi. Prze-widzieć to prze-drzeć się przez sferę widoków, sferę kolorytu. Jak to możliwe.
Janusz Krupiński |